Kategorie

BOŻY PŁOMIEŃ. BŁOGOSŁAWIONY EUZEBIUSZ Z OSTRZYHOMIA AUTORSTWA KAROLINY KALINOWSKIEJ

BOŻY PŁOMIEŃ. BŁOGOSŁAWIONY EUZEBIUSZ Z OSTRZYHOMIA AUTORSTWA KAROLINY KALINOWSKIEJ

0 komentarzy

Boży płomień to pierwsza na rynku wydawniczym powieść historyczna opisująca losy powstania Zakonu św. Pawła Pierwszego Pustelnika (paulinów) na tle historii Węgier XIII wieku. Głównego bohatera, bł. Euzebiusza, poznajemy w chwili jego narodzin w arystokratycznym rodzie i towarzyszymy mu przez całe jego życie – najpierw przy królewskim dworze, jako kanonika katedralnego w Ostrzyhomiu, później w samotnym życiu pustelnika w lasach Pilis, wreszcie w wybudowanym przez siebie pierwszym paulińskim klasztorze, który stał się kolebką zakonników
znanych Polakom z Jasnej Góry. 

Śledząc losy głównego bohatera, zaznajamiamy się jednocześnie z historią Węgier i Polski z czasów XIII wieku – stulecia odnowy Kościoła, w którym powstały zakony franciszkanów, dominikanów i paulinów, ale też złotego wieku dla rozwijających się dynamicznie miast, rozkwitu gotyckiej architektury i rzeźby oraz szkolnictwa uniwersyteckiego. Poznajemy też bliżej wiele postaci, które odegrały doniosłe znaczenie w dziejach Europy i Kościoła tamtych czasów: papieża Urbana IV, św. Tomasza z Akwinu, św. Kingę oraz licznych władców z dynastii Arpadów i Piastów. Napisana barwnym językiem, z dbałością o realia epoki książka umiejętnie łączy gatunek sfabularyzowanej powieści historycznej z literaturą faktu. Jej lektura sprawi przyjemność nie tylko sympatykom średniowiecza, lecz także wszystkim, którzy kochają książki o wartkiej akcji oraz malowniczych opisach przyrody i architektury.


* * *


W pokoju, do którego wprowadzono Euzebiusza, panował półmrok, rozjaśniany przez złote płomyki świec, palących się w licznie rozstawionych kandelabrach. W ich ciepłym, żółtym blasku, wesoło grającym na stosach rękopisów i uczonych ksiąg zalegających ciężki, drewniany stół, krzesło, a tu i ówdzie nawet podłogę, Euzebiusz ujrzał szczerą, uśmiechniętą życzliwie twarz znanego w całym Rzymie teologa i papieskiego wykładowcy. […]


Tomasz wstał na powitanie gościa z krzesła. Przesiadywał na nim ostatnio do późnych godzin nocnych, przygotowując się do wykładów, które od roku prowadził na dworze papieskim Urbana IV, albo też pisząc rozpoczętą rok temu «Summa contra gentiles». W jego zamyśle miał być to systematyczny wykład filozofii i teologii naturalnej, obszerne dzieło potrzebne Kościołowi bardzo wobec zamętu szerzących się w Europie, mocno niepokojących papieża, herezji… Teraz przerwał pracę naukową i wskazał Euzebiuszowi miejsce naprzeciw siebie.


Akwinata z uwagą słuchał słów swego gościa. Euzebiusz mówił cicho, w skupieniu, językiem pięknym, zdradzającym odebrane w młodości gruntowne wykształcenie, a równocześnie nadzwyczaj precyzyjnym i prostym. Ku własnemu zdumieniu Tomasz z każdym słowem coraz bardziej odczuwał, jak z tej pełnej cichości i prostoty postawy siedzącego przed nim skromnego mnicha-pustelnika przebija coraz wyraźniej żar płomiennego, spalającego się w czystej miłości do Boga i bliźniego serca.


Z jasnej, pociągłej, okolonej siwymi włosami i brodą twarzy o spokojnych, harmonijnych, niemal ascetycznych rysach przez moment spojrzały na Tomasza dwa żarzące się węgle oczu – papieski wykładowca na chwilę aż wstrzymał oddech, poczuł się przez ułamek sekundy jak student ze szkolnej ławy – lecz zaraz skryły je na powrót spuszczone jak zwykle powieki. Może to nagłe spojrzenie – jak dwa ognie rzucone w zapadający zmrok – a może dalekie wspomnienie lat własnej młodości i początków swego zakonnego powołania sprawiły, że Akwinata nie wahał się dłużej. Czy mógł nie pomóc, słysząc historię tak podobną do własnej, tego człowieka, którego – nie wątpił o tym ani przez chwilę – postawił na jego drodze sam Bóg…?

[fragment książki]

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Śledź nas na Facebooku